Viva Las Vegas ?

Po powrocie do Eden otrzymujemy na Facebooku wiadomość od Marcina i Diany. Są naszymi dawno nie widzianymi znajomymi, którzy jak się okazuje mieszkają w Redlands pod Los Angeles. Z Marcinem miałem kiedyś przyjemność pracować w jednej, dużej firmie telekomunikacyjnej. A teraz zaprosili nas do siebie. Krótka decyzja i… postanowione. Jedziemy. Co prawda będziemy musieli nadrobić jakieś 1000 mil, ale co tam. Nie widzieliśmy się chyba od dekady. Po drodze mamy zamiar pokazać dzieciakom Las Vegas i park narodowy Joshua Tree.

Drogę do Las Vegas pokonujemy w 7 godzin. Szeroka autostrada wiedzie przez Salt Lake City, Provo na południe, a następnie odbija na zachód. Po drodze wspinamy się na masywy górskie wsłuchując się w ryk automatycznej skrzyni naszego samochodu. Klimatyzacja chodzi i chłodzi z pełną mocą. Na zewnątrz ponad 40 stopni. Późnym popołudniem wjeżdżamy do nagrzanego piekarnika zwanego Las Vegas.

Stolica hazardu i tandetnej rozrywki kusi w trakcie tygodnia niskimi cenami. Wystarczy wspomnieć, że za pokój hotelowy dla całej naszej rodziny w jednym z bardziej podrzędnych kasyn płacimy około 50 dolarów. Jak na Stany, to cena promocyjna. W trakcie weekendów ceny te podskakują ponad dwu- i trzy-krotnie, ale my nie wytrzymalibyśmy tu chyba więcej niż jeden dzień. Na szczęście wybraliśmy hotel z parkiem wodnym i zjeżdżalniami, które mimo, iż nie są bardzo rozbudowane to przynoszą ulgę spieczonym ciałom. Dziewczyny pląsają wśród fontann i armatek wodnych. Niestety zjeżdżalnie okazują się być już zamknięte. Zostawiamy je sobie na jutro rano, a tymczasem wybieramy się pooglądać pokazy cyrkowców organizowane bezpłatnie w hotelu i coś zjeść na miasto. W planie – pooglądanie głównej promenady Las Vegas naszpikowanej fontannami i replikami Wieży Eiffle, piramid egipskich, czy Forum Romanum.

Pomimo tego, że dawno już zaszło słońce, niemiłosierny upał wysysa z nas ostatki sił, pcha do sprzeczek i kłótni. Dodatkowo okazuje się, że inscenizacja bitwy dwóch replik statków pirackich, która miała być główną atrakcją wyjścia na miasto dla dziewczynek, została odwołana… jakieś 4 lata temu. O tym jednak odwiedzane przez nas strony w internecie milczały. Zniechęceni, z zasypiającymi nam na rękach dziewczynami, wleczemy się coś zjeść. Nie chcąc po raz kolejny kupować śmieciowego żarcia w postaci hamburgerów, dajemy się skusić na kanapki w pobliskim Subway… za cenę przewyższającą dziesięciokrotnie wartość tej kanapki w naszym kraju. Zdzierstwo.

Jesteśmy w Las Vegas po raz drugi. I po raz drugi przekonujemy się, że nie jest to nasze miejsce na ziemi. Co prawda błyskotki, sztuczność i blichtr mają swoje walory poznawcze, ale na pewno nie będziemy za nimi tęsknić.

Wracamy do naszego hotelu. Każdy z mijanych hoteli, pomimo zróżnicowanych fasad, ozdób i standardów, w zasadzie wygląda i działa tak samo. Wejście, parking, wyjście i tabuny ludzi przelewające się niekończącymi się korytarzami w poszukiwaniu rozrywki i łatwych pieniędzy.

Hotele oferują absolutnie wszystko. Od zachęcających do hazardu stołów do black jacka czy rulety, do stojących karnie w szeregach jak żołnierze automatów jednorękich bandytów. Do tego mnóstwo mniej lub bardziej wyszukanych restauracji, punktów gastronomicznych, sal z występami cyrkowców i piosenkarzy, hal sportowych, salonów masażu, straganów z czapeczkami, koszulkami, walizkami i innymi nikomu niepotrzebnymi bibelotami. Można nawet wziąć ślub w kaplicy z przypadkowo poznaną sąsiadką ze stolika obok. Wszystko po to, aby nie wypuścić turysty ze swoich objęć. Wszystko po to, aby wycisnąć z niego kolejnego dolara.

Przeciskając się przez tłum rozentuzjazmowanych gości kasyna dochodzę do wniosku, że hotel przypomina mi wielki kombinat przetwórstwa, gdzie owocem trafiającym na taśmę jest osoba turysty: tłustego emeryta z Dakoty, Teksańczyka w kowbojskim kapeluszu, Latynosa z czwórką dzieci czy też czarnoskórego ze złotym łańcuchem. Wszyscy, tak samo jak i my, zostaną przeżuci i wydaleni nazajutrz przez kombinat.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s