Dziura w Jackson

Po kilku dniach wyruszyliśmy w końcu do kulminacyjnego punktu naszej wyprawy – parku narodowego Yellowstone.

Jadąc z Utah wybieramy trasę koło jeziora Bear Lake, a następnie przez małą, turystyczną miejscowość – Jackson Hole.

Bear Lake, czyli Jezioro Niedźwiedzie, okazuje się położonym malowniczo w dolinie jeziorem o czystej, turkusowej wodzie. Zatrzymaliśmy się na plaży przy mierzei na północ od Fish Haven. Tłumów nie było, ale może dlatego, iż woda w tym górskim jeziorze miała temperaturę… w każdym razie było rześko. Z plaży wygoniła nas dopiero zbliżająca się burza. Zbieramy się w dalszą drogę.

Dojeżdżając do Jackson stwierdzamy, że to trochę taki nasze Zakopane. Zamiast na góralskie, miasteczko stylizowane jest na kowbojskie, czy może raczej traperskie. To podobno stąd właśnie na północ udawały się wyprawy łowców skór bizonów i bobrów. Rynek wciąż okalają budynki jakby wyjęte z filmów o Billy The Kid, Butch Cassidy i Sundance Kid. Na rynku, do którego z każdej z czterech stron prowadzą bramy tryumfalne zbudowane z poroży jelenich, wciąż funkcjonują restauracje w dawnych kowbojskich saloonach. Obecnie są to oczywiście restauracje, galerie i sklepy z tandetnymi pamiątkami choć czasami zdarzają się wśród nich takie „perełki” jak… majtki ze skóry królika czy biustonosz ze skóry bizona. W galeriach królują kiczowate krajobrazy gór oraz portrety bizonów „en face”. Nikiforyzm, Krópówki i Cepelia, ale ma to pewien swój niezaprzeczalny urok.

W sezonie letnim, a w szczególności w okresie bliskim Święta Niepodległości Stanów Zjednoczonych (4 lipca) ceny w okolicznych hotelach osiągają szczyty równe widniejącym na horyzoncie. Dość powiedzieć, że za pokój w obskurnym motelu przydrożnym niedaleko centrum zapłaciliśmy 180 USD. Natomiast za burgera w całkiem porządnej restauracji Liberty Burger – tradycyjne ok. 12 USD.

Na tych terenach drzewiej żyły plemiona Szoszonów, po których jednak obecnie pozostały tu tylko wspomnienia, drewniane repliki tomahawków i gdzieniegdzie dość oryginalne nazwy wzgórz czy jezior. Zresztą nazwy w Ameryce to osobna sprawa… Truizmem jest stwierdzenie, że Amerykanie nie mają tak bogatej historii jak my – Europejczycy. Z tego tez powodu większość nazw, zarówno w miastach jak i na przykład w parkach narodowych, ma dość proste nazwy bazujące na tym, co amerykańscy pionierzy widzieli najczęściej w okolicy. Jelenia Łąka, Bobrowy Potok, Małe Bizonie Wzgórze. W miastach zazwyczaj jest jakaś ulica Rynkowa, Główna, Uniwersytecka, czasami Północna czy Południowa. W większych miejscowościach pojawiają się ulice czy place lub mosty zasłużonych obywateli Stanów Zjednoczonych. Ulica Waszyngtona, Skwer Jeffersona, a nawet most Kościuszki. Konia z rzędem temu, kto spotka tu autochtona potrafiącego prawidłowo wymówić to ostatnie nazwisko. 😉

A samo Jackson Hole też można przetłumaczyć jako… Dziura. Dziura u Jacksona, kimkolwiek by on kiedyś nie był.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s