A-tu-taki-Turek

Wszystko mi się pomieszało. Pierwszy przelot z Warszawy do Stambułu to była kaszka z mlekiem. Krótki, w dobrych warunkach i możliwością spacyfikowania dzieciaków. Po opuszczeniu samolotu na lotnisku Ataturk w Stambule okazało się jednak, że zamiast planowanego 3,5 godzinnego postoju czeka nas blisko 7 godzin pobytu. Chyba coś źle spojrzałem w rozkład lotów.

2016-01-27 14.48.29

Wieczorem na lotnisku w Stambule nie ma zbyt wiele do roboty dla rodziny z trójką dzieci. Plan zabaw jest, ale zamknięty. Knajpy są, ale w większości z tureckimi odmianami Burger Kinga. Czynne są oczywiście sklepy, więc jeśli chcielibyście spędzić siedem godzin wąchając nowe zapachy perfum lub robiąc zakupy tureckiej chałwy – to proszę bardzo. My usiedliśmy w jakiejś knajpie i przemęczyliśmy się. Wylot mieliśmy o 1:00 w nocy lokalnego czasu.

Polinezja jak zwykle czytała. Okazało się zresztą, że na wyprawę na drugą stronę do Azji, oprócz swojego Kindla z kilkuset książkami wzięła… kilka opasłych tomisk papierowych książek… wypożyczonych z naszej gminnej biblioteki. Tak, żeby przypadkiem nie zostać bez możliwości lektury.

Lena zawsze zasypia najszybciej. Dlatego o północy już leciała nam przez ręce. Za to najmłodsza Nina zachowywał się tak, jakby zażyła sporą ilość niedozwolonych substancji psychoaktywnych. Rozbiegany wzrok, nadpobudliwość, całkowity brak chęci snu. Zastanawiałem się, że nie wciągnęła gdzieś jakiejś kreski… żartuję oczywiście.

Uspokoiła się dopiero na pokładzie samolotu, do którego dowieziono nas spod terminala autobusem. Lecieliśmy Airbusem A330-300 z blisko 300 osobami na pokładzie. Nazywanie co większych maszyn jakimiś nazwiskami lub nazwami przywędrowało też do Turcji więc nasz Airbus miał wymowne imię Troja. Modliłem się tylko, żeby nasz samolot nie skończył tak, jak jej imienniczka – miasto. Moje obawy pogłębiły się lekko gdy po zajęciu miejsc w samolocie kilkakrotnie gasły wszystkie światła, wyłączała się klimatyzacja i następował restart systemów pokładowych. Na nasze szczęście. Samolot doleciał – czego najlepszym dowodem jest to, iż czytacie te słowa.

2016-01-28 00.54.52

Po raz pierwszy mieliśmy okazję lecieć Tureckimi Liniami Lotniczymi. I musimy przyznać, że jesteśmy pod wrażeniem. Jedzenie nie powalało, ale nie było też niestrawną papką jaką serwują w kilku innych liniach, którymi podróżowaliśmy. Obsługa samolotu była miła i kompetentna, a każdy, czy to dziecko czy też dorosły, otrzymał zestaw kosmetyczny ze szczoteczką, pastą, kremem, zatyczkami do uszu, nakładką na oczy ułatwiającą zasypianie, skarpetkami na zmianę i kilkoma innymi gadżetami przydatnymi w podróży. Dzieci dostały ponadto zabawkowe samoloty-lornetki, książeczki do rysowania i z łamigłówkami. Wszystkie zresztą zasnęły dość szybko i prawie do samego Kuala Lumpur mieliśmy je z głowy. Dla dorosłych Turkish Airlines zaproponowały centrum rozrywkowe z dużym wyborem aktualnych filmów. Oczywiście bez polskiego tłumaczenia, ale dało się wytrzymać z angielskim.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s