Wizyta w pochmurnym lesie

Dziś urodziny Poli (tj. 25 czerwca). Niestety nie będzie ani tortu, ani świeczek. Za to będzie wizyta w cloud forest – w pochmurnym lesie i picie oryginalnej czekolady.

Po Quepos wybraliśmy się do Monte Verde. Po hiszpańsku Monte Verde oznacza Zielona Góra i rzeczywiście wszystko tutaj jest bardzo zielone. Przyroda, szczególnie teraz w porze deszczowej, ma bardzo intensywne, głębokie kolory. Jest też znacząco chłodniej niż na wybrzeżu. Temperatury tutaj nie rozpieszczają nas, a termometry wskazują lekko ponad 20 stopni. Często też mży lub pada regularny deszcz.

Pochmurny las klimatem przypominał nam nasze wędrówki z plecakiem po Bieszczadach lub Pieninach. Z tym, że zamiast strzelistych sosen, świerków, buków i kosodrzewiny były tu różne rodzaje figowców, awokadowców, dziwaczne mchy i paprocie oraz pełno innych nieznanych nam roślin. Wilgotność również była niewspółmiernie większa. Czasami widać było drzewa oblepione przez mchy i porosty lśniące od kropli wilgoci.

Monte Verde leży na wzgórzach i wizyta w takim lesie to ciągłe wspinaczki i schodzenie w dół. W tym przypadku warto skorzystać z pomocy przewodnika, który w gęstwinie lasu wypatrzy ciekawe zwierzęta lub opowie o samym lesie i żyjących to roślinach. My na miejsce naszej wycieczki wybraliśmy duży rezerwat Curi Cancha.

W cloud forest w Kostaryce

Wstęp do tego rezerwatu to koszt 12 dolarów od osoby dorosłej. Przewodnikowi płaci się 15 dolarów za osobę dorosłą. Mimo wszystko taka 2 lub 3 godzinna podróż opłaca się, gdyż jest to dość unikalny rodzaj lasu, a gatunki roślin i zwierząt ciężko spotkać gdziekolwiek indziej. Należy też dodać, że najlepiej wyjść na taką wycieczkę wcześnie rano, nawet o 7:00 albowiem wówczas istnieje największe prawdopodobieństwo wypatrzenia dzikich zwierząt.

Największe wrażenie sprawiły na nas masywne drzewa – chwasty obrastające dookoła inne, stare drzewa. Drzewa te, nazywane drzewami zabójcami, dosłownie obrastają dookoła stare drzewo żywiąc się obumierającym pniem poprzedniego właściciela.

Drzewa zabójcy

Duże wrażenie na dzieciakach zrobiło też drzewo kolibrów. W rezerwacie było ich sporo, ale na jednej polanie, na drzewie, pracownicy pozawieszali kolorowe poidełka ze słodzoną wodą, do których przylatywała cała masa większych i mniejszych kolibrów. W jednym momencie wokół drzewa było ich ładne trzydzieści, albo nawet czterdzieści sztuk. Kolibry są nęcone jaskrawymi kolorami. Ponieważ Pola i Lena miały założone różowe kurtki to niektóre ptaki podlatywały do dziewczyn sprawdzając co to za nowe kwiaty pojawiły się w ich pobliżu.

Drzewo kolibrów

Po kilku godzinach wędrówki wracając zatrzymaliśmy się na gorącą czekoladę w Don Juan Chocolate Cafe. Krótkie życzenia dla Poli zwieńczyły nasz dzień.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s