Oswojone małpy i agresywne szopy

Panamskie plaże na Bocas del Toro nie znudziły się nam ani trochę. Dlatego też pierwszym naszym przystankiem w Kostaryce była nadmorska miejscowość Quepos. Nawigacja wskazywała nam jakieś trzy i pół godziny drogi z San Jose, ale do tego czasu należy dodać minimum godzinę, a czasem może i dwie. Drogi w Kostaryce są dobrej jakości, ale nie uświadczysz tu szeroko i wielopasmowych autostrad. Są płatne odcinki dróg, ale często dwa pasy są największym luksusem jaki posiada kierowca. Do tego często następują tu zwężenia do jednego pasa, ruch ciężarowy jest spory, a ograniczenia prędkości dość restrykcyjne. Na większości dróg maksymalna prędkość to 80 km na godzinę. Dlatego też po Kostaryce jeździ się powoli. A przynajmniej my, jako nieobeznani z realiami turyści z dziećmi, jeździmy tu powoli.

Quepos to nieduże miasteczko na zachodnim brzegu Kostaryki znane głównie ze swojej pięknej plaży nad Pacyfikiem oraz z pobliskiego Parku Narodowego Manuel Antonio. Jadąc do Quepos warto pamiętać o krótkim przystanku na moście przed miejscowością Jacko. Jest tam możliwości pooglądania wylegujących się krokodyli. My, tylko z jednej strony mostu, naliczyliśmy 25 sztuk. Wyglądały bardzo dostojnie i groźnie. Przy okazji należy tu wspomnieć o potrzebie zabrania ze sobą do Kostaryki lornetki. Sporo gatunków zwierząt można zaobserwować w naturze, a lornetka bardzo w tym pomaga.

Krokodyle z mostu

W parku Manuel Antonio można wynająć przewodnika, który ma za zadanie opowiadanie o zwierzętach, które można zaobserwować po drodze. Ceny przewodników są jednak bardzo wysokie i kształtują się w granicach 45 dolarów od osoby dorosłej i 25 dolarów za dziecko. Przewodnik pokazuje pojawiające się zwierzęta, które jednak mogą również być zaobserwowane jeśli spaceruje się samemu. Jak na maksymalnie 30 minutową wycieczkę (biorąc pod uwagę przystanki z przewodnikiem to pewnie czas ten wydłuża się do około godziny) koszt wynajęcia przewodnika w tym miejscu nie wydaje się być usprawiedliwiony. Mały białotwarzowe i racoony (rodzaj szopa) są tak oswojone z turystami, że same podchodzą do nich licząc na możliwość załapania się na jakiś poczęstunek. I część turystów (głównie ze Stanów) rzeczywiście dokarmiają te biedne zwierzęta. Szczególnie niebezpieczne i agresywne w tym parku są racoony. Podchodzą do bagaży, które leżą na plaży i gdy tylko wyczują jakiś pokarm to próbują się dostać do wnętrza. Ich ostrym pazurom nie oprze się żaden plecak.

SAMSUNG CSC

Zwieńczeniem wędrówki po szerokiej, acz wyboistej ścieżce jest możliwość dotarcia do idyllicznie wyglądających plaż. Niestety w trakcie naszej wizyty większa część parku przechodziła jakiś rodzaj remontu i dostęp do kilku dalszych plaż był zamknięty. Powodowało to, iż większość turystów kłębiła się na dwóch najbliższych plażach, ale dzieciakom to nie przeszkadzało. Zazwyczaj około godzin lunchowych w parku robiło się luźniej i mogliśmy rozkoszować się plażą, palmami i ciepłą, acz dość mętną wodą.

na plaży

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s