Bocas del Toro

Pożegnaliśmy gościnnego Eduardo i Panama City. Po raz pierwszy mieliśmy też do czynienia z południowoamerykańskim brakiem organizacji. Witamy w kraju „manana” ;). Na dworcu autobusowym brakowało informacji odnośnie odjazdów poszczególnych autobusów. Nikt z obsługi również nie potrafił odpowiedzieć nam na pytanie czy dany autobus jest już podstawiany czy też nie. Każdego dnia z Panama City do Almirante, które leży na północny zachód na wybrzeżu Morza Karaibskiego  odjeżdżają dwa lub trzy autobusy. Ich liczba jest uzależniona od chętnych pasażerów. Jeśli jest ich mało – odjeżdża tylko jeden o 19:00. Jeśli więcej – kolejny jest o 19:30. Mnóstwo chętnych powoduje odjazd kolejnego o 20:00. My kupiliśmy bilety na 19:30, ale jeszcze na dziesięć minut przed odjazdem naszego autobusu okazało się, że nie odjechał jeszcze poprzedni. Pomyłki z biletami i godzinami odjazdu podobno są tu na porządku dziennym. Sami byliśmy świadkami takich sytuacji. Bilet na ten autobus kosztuje 28 dolarów za osobę dorosłą i połowę za dziecko.

IMG_20140615_043301

Mamy swoją nazwę na autobusy w tropikalnych krajach. Nazywamy je „Lodówkami”. To wszystko ze względu na temperatury zazwyczaj tam panujące. Kierowcy z lubością przykręcają klimatyzację ma maksa co powoduje, że większość pasażerów jest opatulona w trakcie jazdy jak Eskimosi. My również wskoczyliśmy w nasze długie spodnie i polarki. Dodatkowo miejsce obok mnie zajął jakiś mocno podpity Indianin, który przez pół drogi chrząkał, wydychał trawiony alkohol i rzucał rękami dookoła. Dopiero kilka stanowczych kuksańców i ostre „Amigo, amigo…” uspokoiły go. Niemniej jednak te wrażenia sprawiły, że ponad dziesięć godzin podróży nie były zbyt komfortowe. Zmęczeni wysiedliśmy w Almirante skąd wynajętym pickupem dotarliśmy do postoju wodnych taksówek. Taksówki to zwykłe kilkunastoosobowe łodzie z przestrzenią bagażową i ławkami, od których twardnieje pupa. Z grupą innych turystów i autochtonów udaliśmy się na wyspy Bocas del Toro.

Bocas to grupa kilku małych wysp, z których największą jest Isla Colon. Wodna taxówka dojeżdża właśnie do tej wyspy, a stamtąd można wybrać się na pozostałe wysepki innymi mniejszymi lub większymi lanchami (czyt. [lanczami]). Po pysznym śniadaniu w pierwszym napotkanym hotelu z wifi 😉 udaliśmy się na mniejszą wysepkę Bastimentos, gdzie przez następnych kilka dni zamierzaliśmy się oddać błogiemu lenistwu w „ośrodku wypoczynkowym” Palmar Tent Lodge.

Palmar to kilka namiotów na krzyż i mały domek bez ścian służący za restaurację i kuchnię. Miejsce to stanowi własność Sebastiana – młodego Amerykaniana, który rzucił pracę handlarza nieruchomości w Stanach i postanowił na kilka lat zostać właścicielem hoteliku na zapomnianej przez Boga wysepce. Zamiast domków są tu namioty. Nie ma bieżącej wody i gniazdek z elektrycznością. Nie ma internetu, telewizji w pokojach i radia. Prysznic jest na nożną pompkę, a toaleta w formie latryn jest wspólna dla wszystkich mieszkańców. Ale za to jest ocean, plaża, palmy i wszystko to, za czym tak bardzo tęsknimy wpatrując się w naszych biurach w kolorowe tapety naszych komputerów.

Ocean kusi swoim ogromem. Fale łaskoczą w stopy. Niemiłosiernie słona woda szczypie w oczy. Piasek jest mokry i wilgotny. Cień palmy chłodzi, a słońce ogrzewa. Idylla. Sielanka. Odpoczynek.

IMG_20140616_175729

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Bocas del Toro

  1. Kasia pisze:

    świetna relacja! wybieramy się do Panamy i Kostaryki we wrześniu i chcemy obrać podobną trasę :)) Wasze wpisy na pewno nam pomogą. Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s