Jak się sprawdza cyfrowy przewodnik?

Kupiliśmy czytnik e-booków Kindle. Głównie po to, aby nie wozić ze sobą na podróż tak wielu książek, które Polinezja połyka jak wieloryb kryl. Gdyby bowiem nie możliwość zabrania ze sobą kilkuset pozycji, musielibyśmy dźwigać osobny plecak z kilkanastoma kilogramami makulatury. Starszy Kindle sprawdził się nam w Indonezji, w Chinach, więc i teraz liczymy na efektywne wykorzystanie nowych technologii.

Do tej pory w naszych podróżach korzystaliśmy z przewodników Lonely Planet. Były one dla nas jedynym źródłem wiarygodnej informacji. Obecnie trzeba przyznać, że ilość informacji o danej destynacji, którą można znaleźć w Internecie sprawia, że Lonely Planet można traktować jako jedną z opcji informacyjnych. Dobrej jakości, ale nie jedyną.

Niemniej jednak i tym razem zdecydowaliśmy się kupić najnowsze wydanie Lonely Planet – Central America On a Shoestring. Z tym, że tym razem nie kupowaliśmy wersji tradycyjnej (papierowej), a wersję zdigitalizowaną (na czytniki i inne urządzenia mobilne).

Są zalety i wady takiego rozwiązania. Pominę oczywiście wersje językowe (polski / angielski), które tak się szczęśliwie składa, nie stanowią dla nas problemu.

Przede wszystkim sam zakup cyfrowej wersji w Amazon.com za pośrednictwem czytnika Kindle jest bardzo prosty i szybki. Nie trzeba więc czekać, aż przyjdzie przesyłka ze sklepu. Główną zaletą przewodnika w wersji cyfrowej jest to, że można go synchronizować na wszystkich swoich urządzeniach mobilnych. Czyli mając czytnik Kindle, oraz aplikację Kindle zainstalowaną na telefonie i tablecie, można korzystać z tego przewodnika na wszystkich tych urządzeniach. I po synchronizacji z Twoim kontem Amazon wszystkie te urządzenia pamiętają np. gdzie skończyło się lekturę.

Wyobrażam sobie, że spacerując po danej destynacji będę mógł bez problemu korzystać z mojego smartfona (Samsung Galaxy S4) poszukując informacji o danym miejscu. I nie potrzeba do tego łączności z Internetem i narażania się na koszty roamingu przewodnik bowiem można załadować do pamięci urządzenia lub na kartę SD do wykorzystania offline. Dodatkowo przewodnik w wersji cyfrowej posiada linki, które w chwili gdy ma się dostęp do Internetu, pozwalają na odwiedzenie danej strony www lub podglądnięcie mapy danego miejsca w Google Maps. Przeszukiwanie danego przewodnika jest też dość proste, ponieważ świetnie funkcjonuje wyszukiwarka. Choć tu przeba przyznać, że przy tak dużym objętościowo przewodniku jakim jest Lonely Planet, wyszukanie danego miejsca trwa krótką chwilę.

I tu dochodzimy do chyba największej wady cyfrowej wersji przewodnika. Większość ludzi, włączając to również mnie i moją żonę, to tzw. „wzrokowcy”. To znaczy, że zapamiętujemy pewne obrazy. Dotyczyło to również zapamiętywania układu stron i umiejscowienia pewnych informacji w papierowym wydaniu. Posiadając wersję papierową nie ma się takiego luksusu. Dostęp do danej informacji trzeba sobie za każdym razem wyszukać i nie jest to takie szybkie. A przynajmniej tak mi się wydaje na etapie planowania, które wymagało ode mnie częstego „skakania” po informacjach zawartych w całym przewodniku. W wersji papierowej po pewnym czasie świetnie orientowałem się gdzie dana informacja jest umiejscowiona. W wersji cyfrowej – nie jest to już takie proste.

Może jednak w chwili gdy będziemy już w trasie i nie będziemy tak często poszukiwać informacji z różnych rozdziałów przewodnika, ten problem nie będzie zbyt uciążliwy? A może po prostu przyzwyczaimy się z czasem? Na pewno jednak do lamusa powoli zaczynają odchodzić czasy, gdy opasły tom Lonely Planet w ręce, był symbolem backpacersów z całego świata.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s