Najsłabsze ogniwo

Zmęczenie przychodzi zazwyczaj w połowie trasy. Ciągłe zmiany miejsc i napięta uwaga nie pozwalają wystarczająco się odprężyć. Tym bardziej, że podróżując z trójką dzieci po Chinach nasza uwaga jest nie tylko skupiona na nich, ale także na tym jak dotrzeć do celu, co zjeść i jak nie zostać nadmiernie oszukanym. Bowiem to, że turyści są tutaj „robieni” na każdym kroku nie ulega wątpliwości. Praktycznie każdy produkt lub usługa dla turystów liczona jest podwójnie. I niech nie zmyli Cię podróżniku ich serdeczne podejście do dzieci, radosny uśmiech i przyjacielskie gesty. Gdy chodzi o możliwość zarobku – Chińczyk jest bezwzględny.

Jedyna żywicielka rodziny

Nie piszę tego po to, aby wystawiać złe świadectwo tej nacji. Zbyt wiele odwiedziliśmy krajów, aby mieć do nich o to pretensje. Traktujemy to jako część ich odrębności kulturowej, takiej samej jak siorbanie przy jedzeniu, gromkie bekanie, przepychanie się bez zwracania uwagi na cokolwiek, czy nie ustępowanie miejsca w autobusie. W państwie gdzie jednostka jest sprowadzona do przysłowiowej roli „pyłku na wietrze”, każdy musi dbać o swój własny interes.

Zmiana pieluchy. Warunki polowe. Wersja komfort.

Przez tych kilkanaście dni staraliśmy się z Asią zapewnić naszym pociechom minimum komfortu i bezpieczeństwa. Do tej pory nam się to udawało, ale ja przypłaciłem to ostrym przeziębieniem. Asia w tym czasie ledwie się spociła.

Schemat naszego dnia w Chinach wygląda mniej więcej podobnie. Rano pobudka, prysznic po ciężkiej nocy i wyjeżdżamy. Z raczej chłodnego pomieszczenia wypadamy na ponad trzydziestostopniowy upał. Zaraz później wchodzimy do klimatyzowanego metra lub autobusu, który wypluwa nas na docelowej stacji – w upał. Zazwyczaj potrzebna jest jeszcze jedna przesiadka (klima + upał) i już jesteśmy na miejscu. Atrakcje są zazwyczaj na powietrzu (upał), ale czasami wchodzimy do pomieszczeń, w których stoją specjalne eksponaty (klima). Po drodze wypada jeszcze coś zjeść (klima) i przejść się do sklepu po napoje (upał + klima). Później historia się powtarza wracając. Do tego musimy dodać jeszcze ciągłe pocenie się pod obciążonymi plecakami, jedzenie dwa razy na dzień, noszenie naszych pociech na rękach i zmiany pogody przynoszące deszcze moczące nas od stóp do głów.

Nieliczne chwile wytchnienia

Nic więc dziwnego, że nasze systemy immunologiczne dostały kociokwiku. Asia nie ma żadnych problemów zdrowotnych pomimo tego, że to ona jest o wiele bardziej „eksploatowana” przez nasze pociechy. Pola zaczytana w kolejnym tomie Harrego Pottera również zdaje się nie odczuwać trudów tej wyprawy. Lena powoli już wychodzi z uciążliwego kaszlu, Nina ma mały katar, a ja…? Ja rozłożyłem się dokumentnie.

Wiadomo, facet – najsłabsze ogniwo.

Reklamy

2 myśli w temacie “Najsłabsze ogniwo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s