Chińskie wieczory

Pociąg jedzie z prędkością, tak na oko, siedemdziesięciu kilometrów na godzinę. Przez pierwsze trzy godziny za oknami widać niekończące się uprawy kukurydzy. Kolejne trzy godziny oglądamy ziemniaki. Następne trzy godziny – szklarnie. Aby wyżywić półtora miliarda Chińczyków trzeba tysięcy hektarów upraw. Czasami uprawy się kończą i wjeżdżamy do mniejszych miejscowości. To znaczy mniejszych jak na chińskie standardy. Tutaj małym miasteczkiem nazywa się wszystko co ma poniżej kilku milionów mieszkańców.

Również w pociągach stanowimy nie lada atrakcję

To jeden z najdłuższych przejazdów w trakcie całej naszej podróży. Trasa Tai’an – Luoyang liczy sobie około 600 kilometrów, ale nie kursują na niej szybkie pociągi i nie latają samoloty. Naszym celem są groty Longman i klasztor Szaolin położony około 90 kilometrów od Luoyang. Z przelewającą się przez ręce Leną i niespokojną od duchoty panującej w pociągu Niną, gnieździmy się na 4 pryczach w 6-cio łóżkowym wagonie przypominającym trochę nasze kuszetki. Z tą różnicą, że nie ma w nim drzwi. Mając w pamięci wszystkie przestrogi odnośnie kradzieży w Chinach staramy się spać na zmianę. Tylko Pola męczy kolejny tom Harry Pottera na swoim tablecie i nie przejmuje się możliwością kradzieży. Właściwie to ona chyba nie przejmuje się niczym.

Skuterek lepiej trzymać na noc we własnym domu

Mieliśmy zamiar wyjechać w nocy i dotrzeć do Luoyang nad ranem, ale niestety nie było biletów na takie połączenia więc wzięliśmy to, co było. Włącznie z tym, że trzy miejsca mieliśmy w jednym przedziale, a jedno – w innym. W pociągu jednak zagraliśmy Niną jako kartą przetargową i jeden z pasażerów zlitował się nad biednymi białymi i zgodził się z nami zamienić. Nie pytajcie jak mu to wytłumaczyłem.

Zapada wieczór i przypomina mi się tych kilka dni spędzonych w Tai’an. Wieczorem ulice pełne są ludzi. Knajpy wystawiają niskie, kwadratowe stoliki i zachęcają przechodzących do spróbowania ich specjałów. Na każdym większym placu organizowane są tańce, ćwiczenia fizyczne lub jakieś przedstawienia. Widać ludzi, którzy wywijają hołubce w rytm skocznych chińskich piosenek, oraz tych, którzy dostojnie ćwiczą tai chi. Grupki kilkudziesięcioletnich pań stoją przy fontannach i ćwiczą jakieś skomplikowane układy taneczne. Coś co u nas ocierałoby się o śmieszność tutaj jest powszechnie akceptowaną normą. Wydaje się to być zupełnie spontaniczne i nie zaplanowane. Po prostu każdy kto ma ochotę, może się dołączyć do grupki ćwiczących osób. Są tego dziesiątki, setki, tysiące osób. Nic dziwnego, że wśród Chińczyków bardzo rzadko można zobaczyć osoby z nadwagą.

Ćwiczenia zbiorowe

Do Luoyang dojedziemy tuż przed północą. Do hotelu z dworca mamy około półtora kilometra, więc planujemy zrobić sobie krótki spacer. Z tymi wszystkimi tobołkami, w upale panującym nawet w nocy, też mamy nadzieję zrzucić kilka zbędnych kilogramów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s