Ordnung muss sein

Pekin przywitał nas lepką, ciepłą mazią oblepiającą nasze ciała. Już wsiadając do tego samolotu wiedziałem, że popełniliśmy błąd zabierając tak dużo bagażu. Teraz zaś przekonałem się o tym „na własnych plecach”, ponieważ chińskie przepisy stanowią, że każdy pasażer przylatujący do tego kraju, nawet jeśli Pekin jest jego miejscem przesiadkowym, musi odebrać swoje bagaże i nadać je ponownie do miejsca docelowego. A naszym miejscem docelowym było Qingdao. Qingdao? No więc jak właściwie znaleźliśmy się w Pekinie skoro mieliśmy lecieć do Qingdao? Zacznijmy od początku…

Niemieckie linie lotnicze Lufthansa są znane ze swojej solidności i punktualności. Nie są dobrze kojarzone przez nas jeśli chodzi o żywność i urodę stewardess, ale perspektywa bezpiecznego lotu w komfortowych warunkach niweluje względy estetyczne. Tym razem Lufthansa zawiodła na całej linii. Już w Warszawie mieliśmy kilkunastominutowe opóźnienie. Lot minął nam jednak spokojnie, ale przylatując do Frankfurtu mieliśmy już ponad półgodzinne opóźnienie i nasza wcześniej zaplanowana godzina na przesiadkę skróciła się do jakiś dwudziestu minut. Szaleńcza gonitwa korytarzami terminalu lotniska we Frankfurcie nadrobiła tylko kilka minut i do gate’u dotarliśmy na dwanaście minut przed odlotem samolotu. Niestety Niemcy wykazali się szwajcarską punktualnością i niemiecką konsekwencją i zamknęli gate przed nami stwierdzając, że już nie możemy polecieć. Na nic zdały się nasze protesty i płacz naszych dzieci. Ordnung muss sein.

Zorganizowano nam hotel koło lotniska i stwierdzono, że jest już zbyt późno, abyśmy mogli załatwić przebookowanie biletów na inny termin. Musimy się pojawić na lotnisku jutro rano. W hotelu, dobrze po 23:00, zjedliśmy jakieś odgrzewane pierogi i poszliśmy spać. Rano odstaliśmy swoje w kolejce, a pani w okienku ze stoickim spokojem powiadomiła nas, że dzisiaj Lufthansa nie lata do Chin, a jedyną opcją jest przelot chińskimi liniami lotniczymi Air China do Pekinu, a stamtąd dopiero lokalnymi liniami do Qingdao.

Samolot Air China swoje lata świetności miał za sobą pewnie jakieś dwadzieścia lat temu. Później już tylko nie spadał. Zawsze myślałem, że chińska kuchnia jest bardzo zdrowa i smaczna, ale to, co zaserwowano nam na pokładzie przeczyło temu osądowi. System video w samolocie opierał się o starodawne kasety, które stewardessa próbowała włączyć w jednym momencie na wszystkich ekranach używając do tego celu wszystkich palców obu rąk. Nasze marzenia o pooglądaniu nowych, hollywoodzkich produkcji na osobistych ekranach przy własnych fotelach prysły jak bańka mydlana w chwili, gdy zobaczyliśmy cztery wielkie ekrany zawieszone pod sufitem. Jedynie stewardessy były bardzo miłe i uczynne, raz po raz przymilając się do naszych dzieci. Szczególnie tych o blond włosach.

Centrum multimedialne samolotu Air China

W Pekinie wylądowaliśmy około piątej nad ranem lokalnego czasu. Umęczeni i brudni udaliśmy się po odbiór bagażu przechodząc procedury odprawy tylko po to, aby nadać je ponownie na lot do Qingdao. Jeszcze tylko jeden lot i będziemy na miejscu. Dwa dni po planowanym terminie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s