Do czego prowadzi brak kartki papieru?

Czas oczekiwania na chińską wizę to standardowo 4 dni robocze. Usługi konsularne są czynne tylko w określone dni tygodnia przez 2 godziny dziennie. Żeby otrzymać wizę, należy wypełnić 4-stronicowe podanie, w którym widnieją między innymi pytania zarówno o miejsce pobytu w Chinach, chińskich znajomych i krewnych. Dla człowieka podejrzliwego z miejsca pachnie to chęcią kontroli i inwigilacji, ale dzięki Bogu takim nie jestem. Do tego jeszcze należy dołączyć bilety lotnicze w obie strony, potwierdzenie rezerwacji pokoi w hotelach i zdjęcie. Reasumując, zdobycie chińskiej wizy wcale nie jest procesem łatwym. I na pewno nie jest procesem tanim. Wiza do Chin jednokrotnego pobytu to koszt 220 zł. To sporo. Co prawda, dla porównania, wiza do Stanów kosztuje ponad dwa razy więcej, ale przynajmniej wydawana jest na 10 lat.

Zaopatrzeni w pliki wydruków i wypełnione wnioski wizowe udaliśmy się całą rodziną w pewną słoneczną środę do ambasady chińskiej. Na stronach ambasady widniało zalecenie, że z wnioskiem należy stawić się osobiście, więc przy okienku stawiliśmy się całą naszą piątką. Okazało się to jednak zupełnie niepotrzebne i prawdopodobnie wystarczyłoby gdybym pojechał tam sam. Kolejka do okienek nie była zbyt duża i już po kilkunastu minutach oddaliśmy pliki naszych wydruków, w zamian za co otrzymaliśmy karteczkę z przypomnieniem terminu odbioru wiz i koniecznością uregulowania opłaty wizowej.

Już po 4 dniach stawiłem się z powrotem po odbiór paszportów z wizami. Wówczas „jednak zaczęły się schody”.

Powodem był brak posiadania przeze mnie wydrukowanego potwierdzenia uregulowania opłaty wizowej z banku. Szybki telefon do Asi, która dokonywała opłaty i prośba o przesłanie potwierdzenia na mój e-mail spowodowały, że już po kilku minutach byłem w posiadaniu elektronicznej wersji potwierdzenia na komputerze i telefonie. Dla Pana w okienku okazało się to jednak niewystarczające. W końcu to Chińczycy wynaleźli papier około 105 r. n.e. – zrozumiałe jest więc przywiązanie do niego – pomyślałem i udałem się na poszukiwanie drukarki.

Krótkie spojrzenie na zegarek upewniło mnie, że mam jeszcze godzinę czasu zanim zamkną ambasadę. Najbliżej był Wydział Ekonomiczny Uniwersytetu Warszawskiego. Powinienem zdążyć. Na dole, w holu stał wielki kombajn wielofunkcyjny ksero/skaner/drukarka sieciowa. Ale nie miał wejścia USB, a do sieci uniwersyteckiej już od dłuższego czasu nie jestem podpięty. Zresztą nawet jak studiowałem – to nie było mowy o sieciach uniwersyteckich.

Przyjemny Pan Dozorca powiadomił mnie, że na piętrze jest biblioteka, więc „może tam?”. W bibliotece okazało się, że nikogo nie ma oprócz kilku nadgorliwych studentów wkuwających już od rana. Postanowiłem poczekać na bibliotekarza. Pojawił się po kilku minutach i stwierdził, że owszem – jest komputer i drukarka, ale nie ma w niej papieru i trzeba mieć własny. Szybkie oszacowanie sytuacji, rzut oka na zegarek i decyzja, że podejmę próbę zaopatrzenia się w papier w urządzeniu wielofunkcyjnym stojącym piętro niżej.

Kombajn jednak okazał się zamknięty na kłódkę. Pewnie przed takimi cwaniaczkami jak ja. Jakby tego było mało, w holu pojawił się elegancko ubrany jegomość, który miłym, acz stanowczym głosem zadał mi pytanie odnośnie mojego celu grzebania przy urządzeniu. Okazało się, że jest to sam Pan Rektor. Uświadomiłem sobie, że moje tłumaczenie, iż potrzebuję jednej kartki papieru, żeby wydrukować potwierdzenie przelewu za chińską wizę dla mnie i mojej rodziny mogłoby nie zrobić na nim odpowiedniego wrażenia, więc zaczynam brnąć w kłamstwa bąkając coś pod nosem o zaległej stronie tytułowej do pracy na zajęcia z mikroekonomii. Jednocześnie dotarł do mnie cały absurd tej sytuacji. Całe szczęście, że podobno wyglądam na młodszego niż jestem w rzeczywistości, a Rektor nie był zbyt dociekliwy. Poprowadził mnie do sali, gdzie litościwie wręczył mi upragnioną kartkę.

Zegarek. Jeszcze dwadzieścia minut. Podziękowałem i pobiegłem do biblioteki, w której okazało się, że komputer z drukarką (nie sieciową) jest już zajęty. Stanąłem z założonymi rękami i zimnym spojrzeniem nad siedzącym przy nim młodzieńcem i stałem tak dobrych kilkadziesiąt sekund. W końcu on odwrócił trochę spłoszony wzrok od ekranu z Facebookiem i zaproponował, że skorzysta z innego komputera. Pewnie wziął mnie za jakiegoś bibliotekarza lub adiunkta? Modląc się, aby drukarka się nie zacięła, wydrukowałem upragnione potwierdzenie i popędziłem do ambasady. Zdążyłem na ostatnia chwilę. Po odstaniu kilku chwil w krótkiej kolejce odzyskałem nasze paszporty… a w nich chińskie wizy!

Nasze paszporty z chińskimi wizami

Nasze paszporty z chińskimi wizami

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s