Gili – cukierek, ale czy nie zbyt słodki?

Tak bardzo wyczekiwane przez nas wyspy Gili okazały się przepięknymi, malutkimi skrawkami lądu otoczonego przez turkusową wodę. Nasz bungalow – Sunset Gecko – był położony po drugiej stronie wyspy, około kilometra od miejsca, do którego przybijały łódki ze spragnionymi słońca i niebieskich fal turystami. Bryczka zaprzężona w maleńkiego konika, który ledwo potrafił stać na nogach, a co dopiero dźwigać nasze bagaże i całą naszą piątkę, przewiozła nas jakimś cudem do domku, który wynajęliśmy przez internet. Domek okazał się jednopiętrowym budynkiem zbudowanym w całości z bambusa, z dwoma pokojami – jednym na górze i drugim na dole.

Po raz pierwszy podczas tej podróży nasz domek okazał się „zapuszczony”. I nawet nie chodzi o to, że domek zapomniano pozamiatać na nasz przyjazd. Potrafię zrozumieć, że bliskość plaży, piasku i wiatr potrafią porządnie zakurzyć stopnie do domku czy nawet półki wewnątrz. Ale gdy prześcieradła śmierdzą potem poprzednich turystów, na moskitierze miejsce ostatniego spoczynku znalazło około dwudziestu much, a w łazience walają się odpadki starego mydła – tracę cierpliwość. Obsługa była miła, aczkolwiek dość leniwa. Ponieważ nasz pobyt na Gili Meno zbiegł się z końcówką Ramadanu, prawdopodobnie wyczerpana postem obsługa reagowała baaaaardzo ociężale.

Gili po indonezyjsku to po prostu wysepka. Ale trzy wysepki (Gili Air, Gili Meno i Gili Trawangan) leżące obok zachodniego wybrzeża Lombok są najbardziej znane. Indonezyjscy spece od marketingu wymyślili, że Trawangan będzie przyciągała imprezowiczów, Meno – rodziny, a Air – lubiących spokój. Jedynym przykładem tego, że segmentacja działa była nasza obecność na Meno i wzmocnione megafonami nawoływania muezinów z minaretów górujących nad Gili Trawangan. Turyści na Trawangan mieli imprezę jak się patrzy. Szczególnie tę, o wschodzie słońca.

Gili Meno - plaża po zachodniej stronie wyspy

Gili Meno - plaża po zachodniej stronie wyspy

Plaża po zachodniej stronie Gili Meno była w całości zbudowana z obumarłych koralowców. Do wody nie można było wejść nie kalecząc sobie stóp. Nie stanowiło to jednak większych problemów dla naszych córek. Pola po raz pierwszy odkryła bogactwo podwodnego świata wypływając kilkukrotnie z nami na rafę. Trzeba przyznać, że sama rafa jest o wiele lepiej zachowana w porównaniu do raf, które można oglądać w większości hoteli w Egipcie. Różnorodnością gatunków ryb spokojnie rafy na Gili mogłyby konkurować z Morzem Czerwonym, ale na wyprawę na nurkowanie nie wystarczyło mi determinacji. Zostawiłem sobie na deser kilka nurów na wschodnim wybrzeżu Bali, w tym wrak USS „Liberty”.

Gili Meno - zabawy na wschodniej plaży

Gili Meno - zabawy na wschodniej plaży

Wschodnia część wysepki posiada plażę zaopatrzoną w piękny piasek i łagodne wejście do wody. Fale za to są o wiele większe i należy uważać, żeby dobrze zawiązać kąpielówki, bo można stracić niektóre części garderoby i zacząć straszyć brakiem opalenizny tu i ówdzie. Moim zdaniem wschodnia plaża bardziej przypominała przysłowiowy raj, niż nasza – zachodnia. Było na niej za to więcej turystów choć nie tak dużo, żeby nas wystraszyć. To co nas wystraszyło z Gili to kombinacja monotonności, słabego lokum i obsługi. Po trzech dniach taplania się w turkusowej wodzie, oglądaniu prześlicznych rybek na prześlicznej rafie, zajadania się świeżymi rybami i owocami morza o zachodzie słońca – Gili się nam przejadły. Postanowiliśmy jechać dalej. Wracamy na Lombok.

Kiczowaty zachód na troszkę kiczowatych wyspach

Kiczowaty zachód na troszkę kiczowatych wyspach

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s