Górskie wycieczki

Nie dotarliśmy do Loviny na północnym wybrzeżu. Mieliśmy już dość piaszczystych plaż i tłumu turystów smażących się na gęsto obleganych plażach. Tym bardziej, że w perspektywie mamy pobyt na wspaniałych wysepkach Gili leżących na północno-zachodnim wybrzeżu wyspy Lombok. Wszyscy, których pytaliśmy do tej pory o opinię na temat tych wysp zgodnie twierdzili – „raj na ziemi”. Mając więc w planie podróż do raju postanowiliśmy, że o wiele przyjemniej będzie zatrzymać się w górzystym rejonie Bali. Postanowiliśmy pojechać do Munduk po drodze odwiedzając takie turystyczne atrakcje jak pola ryżowe, plantacje kawy i przypraw oraz wodospady.

Pola ryżowe na Bali stanowią nieodłączny element górskiego krajobrazu. Ryż jest podstawowym składnikiem diety Balijczyków i produkuje się go wszędzie tam, gdzie uda się znaleźć odpowiednio nawodnione tereny. Produkcja jednak nie odbywa się na skalę przemysłową. Z tego co mi powiedziano, sama wyspa Bali nie eksportuje ryżu, a cała produkcja jest zużywana przez mieszkańców i tłumy turystów. W innych miejscach uprawiane są kawa, różne przyprawy, banany, kokosy, mango i inne owoce.

Szczególnie ciekawa wydała nam się turystyczna atrakcja tego regionu czyli kawa Luak. Niektóre restauracje za filiżankę takiej kawy żądają sumy 40 dolarów. Kawa ta jest dlatego tak droga ponieważ jej ziarna fermentują w żołądkach zwierząt – drzewnych ssaków – Luaków. Zjadają one ziarna kawy i po strawieniu łupin wydalają nasiona. Ziarenka kawy po wydaleniu przez zwierzątko są oczyszczane i poddawane dalszemu, normalnemu cyklowi przygotowawczemu czyli suszeniu i paleniu. Kawa jest bardzo ceniona ze względu na rzadkość występowania zwierzątek, oraz (podobno) unikalny smak. Nie spróbowaliśmy.

Najwyższy szczyt na Bali sięga prawie 2600 m n.p.m., ale przez średnio rozwiniętą infrastrukturę drogową obszary górzyste wydają się bardziej niedostępne. Blisko dróg prawie wszędzie są osady ludzkie, ale gdy tylko człowiek zapuści się poza utarty szlak, góry stają się – dla takich niedoświadczonych turystów jak my – zieloną ścianą dżungli. Niemniej jednak nie powiem, że nie próbowaliśmy. W Munduk na przykład, po kąpieli w pierwszym wodospadzie, poszliśmy szukać drugiego. Po półtorej godziny błąkania się po ścieżynkach, bez mapy, bez wody i z „przelewającymi się przez ręce” dziećmi – zawróciliśmy. Polecamy jednak takie wycieczki, gdyż tylko poza przechodzonymi szlakami można spotkać rdzennych mieszkańców, nieskalaną naturę i „przygodę” na miarę małych podróżników, dla których strącenie i wiwisekcja owoca kakaowca lub widok przepięknego, gigantycznego motyla jest wspaniałym wydarzeniem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s