Spostrzeżenia z zakresu religii

Do tej pory specjalnie nie zgłębialiśmy tutejszej kultury i tajników wierzeń hinduistycznych. Nasze blade twarze, mając jeszcze w pamięci pogodę jaką zafundował nam „w lecie” nasz środkowoeuropejski klimat, łaknęły słońca, ciepła i obmywającego nasze ciała oceanu. Później, już w Ubud, poszukiwaliśmy słynnej balijskiej równowagi pomiędzy duszą i ciałem, medytacji, spokoju i pogody ducha. Po kilku dniach ładowania akumulatorów wodą i słońcem byliśmy gotowi wyruszyć w dalszą drogę i zasmakować trochę mniej komercyjnej strony Bali. Na pierwszy ogień wybraliśmy dość popularny kierunek przejazdu z Ubud na północ w stronę Lovina na północnym wybrzeżu. Nasz kierowca zawiózł nas do pierwszej z wielu odwiedzonych przez nas świątyń…

O historii świątyń nawet tutejsi przewodnicy niewiele potrafią opowiedzieć. Nikt podobno nie wie ile dokładnie liczą sobie lat. Jako wierzący i praktykujący hinduista, nasz przewodnik opowiedział nam natomiast sporo o zwyczajach panujących na Bali.

Balijczycy wierzą w odmianę hinduizmu i w jednego Boga, którego nazwy nie śmiem nawet zapamiętać. Jest  po prostu zbyt długa i zbyt skomplikowana. Jak już pisałem Bóg ten ma 3 główne „manifestacje” (inaczej mówiąc personifikacje): Boga Stworzyciela – Brahmę, Boga Obrońcę – Wisnu i Boga Niszczyciela – Sziwę. Oczywiście najbardziej okazałe części świątyń poświęcone są zazwyczaj tej ostatniej manifestacji Boga. Lepiej nie wkurzać kogoś, kto potrafi przywalić. Nieprawdaż?

Wejście główne do świątyni posiada 3 bramy, przy czym tylko skrajnymi bramami mogą wchodzić wierni, a środkowa brama zarezerwowana jest dla księży i używana w trakcie obrzędów. Świątynia jest w każdej wiosce. Również w każdej wiosce są księżą. Nasza religia różni się od ich religii tym, że księża są wybierani przez społeczność lokalną. To znac`9zy, że nie ma tam instytucji seminarium, po skończeniu którego zostajesz kapłanem. Księża, tak jak inni, są nauczycielami lub rolnikami. Tak samo jak inni zginają swoje plecy przy sadzeniu ryżu, a obowiązki kapłańskie pełnią przy okazji obrzędów. Oczywiście w większych kompleksach świątynnych są już osoby, których jedynym zadaniem jest bycie księdzem. Ciekawostką jest, że kapłani nie mogą jeść żadnego innego mięsa oprócz kaczego, który to ptak jest tu uważany za świętość.

Wracając do świątyń, to zazwyczaj otoczone są one przez groteskowo wyglądające, szczerzące kły figury. Są to strażnicy, których zadaniem jest odstraszanie demonów. Jeśli strażnicy są ustawieni przed bramą to czasami po lewej stronie od wejścia są ustawiane demony dobre (mniej kłów, mniej wykrzywione twarze), a po prawej – złe (twarze bardziej wykrzywione, kły o kilka centymetrów dłuższe). Wszelkie podobieństwo z prawdziwymi osobami lub z politykami z prawego lub lewego skrzydła nie było zamierzone. W świątyniach można też spotkać sporo kolorowych figur pomalowanych na biało, żółto (tudzież pomarańczowo) i czerwono. Dwa pierwsze kolory symbolizują pozytywną energię. Czerwony – jak zwykle piekielne nasienie.

Na skraju każdej wioski, w pewnej odległości od niej, znajdują się cmentarze. Okazuje się, że ceremonii kremacji nie dokonuje się od razu po zgonie danej osoby. Najpierw nieboszczyka zakopuje się na cmentarzu, a dopiero po kilku latach (nawet do pięciu lat) jego szczątki są ekshumowane i dopiero wówczas dokonuje się kremacji. I to nie tylko jednej osoby, ale kilku. Powód jest bardzo prozaiczny i oczywiście związany z finansami. Ceremonie kremacji wraz z całą oprawą wizualną sporo kosztują. Rodzina zmarłego musi więc najpierw uzbierać odpowiednie fundusze tak, aby mogła sobie pozwolić na przeprowadzenie odpowiedniej ceremonii. Dlatego też często w trakcie jednej ceremonii w wioskach można dokonywać kremacji kilku osób. Spalone szczątki wrzucane są do oceanu lub do pobliskiej rzeki jeśli ocena jest zbyt daleko. Mam nadzieję, że moje dzieci  się tego nie dowiedzą, bo mogłoby to zmienić ich podejście do kwestii higieny. Jak brzmiałby taki komunikat: „Pola, Lena, a czy wymyłyście już zęby szczątkami babci króla?”

Przyznam, że odniosłem wrażenie, iż statystyczny mieszkaniec Bali jest o niebo bardziej religijny niż mój rodak. W każdym domu, w każdej taksówce, przed każdym sklepem, rano i wieczorem składane są podarunki dla Boga. Są to zazwyczaj małe koszyczki wypełnione kwiatami i jedzeniem choć zdarzają się również ofiary z papierosów lub pieniędzy. Z drugiej jednak strony komercyjne podejście mieszkańców do zagadnień religii, które obserwowaliśmy w większości miejsc kultu, bardzo mnie irytowało. Bardzo często ktoś przed wejściem próbuje ci wmówić, że aby wejść do środka musisz posiadać specjalną czapkę na głowie, którą musisz od niego kupić (cena bardzo wysoka) lub tylko wypożyczyć (cena tylko wysoka). Próby te odbywają się na oczach bileterów, którzy sprzedawali bilety, przewodników oficjalnych i mniej oficjalnych, przedstawicieli informacji turystycznej, a także policji, których jedynym zadaniem jest przeprowadzanie turystów przez jezdnię. W procederze naciągania turystów bierze więc udział każdy. W połowie świątyń próbują ci wcisnąć na siłę „przewodników” choć ich wiedza historyczna jest bardziej uboga od tego, co mamy opisane w naszym przewodniku, a angielski pozwala tylko na poprawne sformułowanie słów „price” i „donation”. Wielokrotnie próbowano wymusić na nas datek za wypożyczenie sarongu dla Asi (długie okrycie nóg) wmawiając jej, że jej długa sukienka nie jest wystarczająca. I tak dalej, i tym podobnie.

Podsumowując – turysta jest trochę na Bali traktowany jak święta krowa. Ale na pewno również – jak dojna krowa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s