Balijskie Edukado

Dzisiaj rano, pomimo protestów dziewczyn, postanowiliśmy wybrać się na kolejną wycieczkę objazdową po okolicznych świątyniach. Dziewczyny za nic miały atrakcje balijskie więc najpierw chciały oglądać  bajeczki z komputera taty, a resztę dnia spędzić w sadzawce będącej wodopojem dla małp, a którą one nazywają – basenem. Jako rodzice wykazaliśmy się jednak żelazną konsekwencją i ruszyliśmy na wyprawę.

Hotelowy taksówkarz z najnowszym modelem Canona na siedzeniu zaproponował nam cenę tylko dwa razy wyższą od normalnej, więc sądziliśmy, że cena po negocjacjach będzie akceptowalna dla nas, ale ten nie chciał za bardzo z nami negocjować licząc na większy zarobek i naszą niechęć do szukania alternatywnych rozwiązań. No i się przeliczył. Alternatywne rozwiązania pojawiły się, w chwili gdy Asia, trochę z nudów, zaczęła przeglądać przy śniadaniu półkę z książkami w restauracji naszego hotelu. Znaleziona tam ulotka reklamowa ustawiła nasz dzisiejszy dzień. Zdecydowaliśmy się pojechać na… „dzień otwarty” balijskiego Edukado.

Balijski odpowiednik Edukado nazywa się Spring Ubud i jest położony wśród pól ryżowych i przechadzających się stadami kaczek. Atrakcjami spotkania były balijskie tańce i joga dla dzieci, robienie prawdziwej czekolady, balijski teatr cieni, sadzenie fasoli, oraz mnóstwo innych atrakcji. Wszystko odbywało się w kompleksie: dwóch małych, jednopokojowych budynków i malutkiego ogrodu. Gośćmi spotkania byli głównie Europejczycy, Amerykanie i inni przyjezdni, którzy przebywają obecnie na Bali, ale było tam też kilka balijskich rodzin. Całość spotkania obfitowała w mega atrakcje i dzieciaki były tak zachwycone pobytem w tym miejscu, że ciężko nam było je stamtąd wyrwać. Największymi atrakcjami okazało się oczywiście robienie czekolady, którą można było później próbować. Pola zapobiegawczo wzięła sobie „trochę” czekolady do reklamówki…

Równie piękne było przedstawienie balijskiego teatru cieni dla dzieci. W teatrze tym zazwyczaj występują lalki, które mogłyby wystraszyć nawet dorosłego, więc narrator sporo czasu na początku poświęcił na wytłumaczenie dzieciom, że ten potwór z zębami to tylko klaun, a ten drugi – jeszcze bardziej okropny – to jego milutki braciszek. Ponieważ spektakl rozgrywał się po angielsku, Asia służyła naszym pociechom za osobistego tłumacza. Większość jednak dzieci nie potrzebowała tłumaczy i mogliśmy zaobserwować kilkulatki biegle posługujące się kilkoma (!) językami. Największe nasze zdziwienie wzbudziła dwójka dzieci z Francji, które biegle mówiły bodajże pięciu językach, w tym indonezyjskim i balijskim (tak, tak – to dwa zupełnie od siebie różniące się języki).

Jutro zostawiamy Ubud i podążamy na północ, w góry, krainę pól ryżowych i wodospadów. Czeka nas kilkugodzinna podróż taksówką, bo tylko taki środek transportu jest odpowiedni w naszych warunkach. My znaleźliśmy transport na jutro poprzez wysłanie kilkudziesięciu maili do kierowców ogłaszających się na stronie Trip Advisor. Odpowiedziało kilkunastu. Wybraliśmy jednego z dobrym samochodem, referencjami i przystępną ceną.

A teraz idę już spać i mam nadzieję, że nie przyśnią mi się kukiełki z balijskiego teatru cieni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s