Balangan Seaview Bungalows

Kto nie miał nigdy okazji lecieć z dziećmi na trasie dłuższej niż 2 -3 godziny ten nie będzie wiedział o czym piszę. Nasza podróż rozpoczęła się o godz. 7:30 dnia 15.08, kiedy to bezduszny budzik zagrał swoją pobudkę. Dziewczyny były tak podekscytowane, że też już nie spały od dłuższego czasu. Do samolotu wsiedliśmy zaraz po południu i pierwszy etap podróży przebiegł nam dość spokojnie. W Amsterdamie pogoda okazała się bardzo ładna co skwapliwie wykorzystaliśmy udając się pociągiem do centrum i spotykając się ze znajomymi. Kilka godzin przerwy, spacer po parku, ostatnie w tym miesiącu lody i z powrotem do samolotu. Tym razem mieli nas zamknąć w tym blaszaku na 14 i pół godziny. Z międzylądowaniem w Singapurze.

Nie obyło się bez pierwszych strat. Lena testowała prędkość poruszania się po ruchomych chodnikach na lotnisku w Amsterdamie i okazało się, że jej nóżki nie dostosowały się do chodnika. Upadając obtarła sobie rączkę co kazała mi od razu uwiecznić. Czego się nie robi dla sławy… choć tym razem to było nie zamierzone.

 

Sam lot wspominam trochę jak przez mgłę. Jedzenie w KLM smakowało jak wióry, dziewczyny po pierwszej godzinie przyjaźni zaczęły walczyć o każdy skrawek fotela i atencję rodziców, a poprzez niedostosowane słuchawki – nie dało się zrozumieć dialogów filmowych. Całe szczęście, że choć mi udało się trochę zdrzemnąć czego nie mogę powiedzieć o Asi, która dzielnie męczyła się przez cały lot.

„Mamo siku”, „Mamo kupę”, „Mamo włącz mi tę bajkę” (po raz szesnasty tę samą).

„Tato, a Pola mi zabiera kredki”, „Tato, a Lena mi wyrywa Kitkę”, „A ona nie nazywa się wcale Kitka”, „A właśnie, że tak się nazywa”, „Nie, ja na nią mówię Pusia”. ” To przecież jest Kitka!”, „Nie – to Pusia”, „Nie, to Kitka”, „Uaaaaaaaaaa…. Tatooooooooo!”

W Singapurze spędziliśmy błogie pół godziny, podczas których samolot był doprowadzany do czystości, a dziewczyny w końcu grzecznie się bawiły. Z Singapuru pozostał już tylko „rzut beretem” na Bali.

Po blisko 24 godzinach w podróży w końcu wylądowaliśmy. Na lotnisku w Denpasar przywitali nas uśmiechnięci obsługujący, którzy na wstępie pozbawili nas 100 USD na wizy dla naszej czwórki. Ponieważ było już dobrze po dziewiątej wieczorem lokalnego czasu zdecydowaliśmy się na wzięcie taksówki do naszego pierwszego celu podróży – Balangan Seaview Bungalows. Zaraz po wyjściu z terminala obskoczył nas tłum taksiarzy, którzy pomimo plakietek Denpasar Airport Taxi (oficjalnego przewoźnika) próbowali targować z nami cenę dwu lub trzykrotnie wyższą od normalnej stawki. Najlepszą strategią jest rzucenie swojej ceny i odejście gdy targujący się próbuje wmówić Ci jak bardzo zdzierasz z niego skórę. Ponieważ byliśmy zmęczeni i nie mieliśmy ochoty na długie targowanie się i tak zapłaciliśmy o kilka dolarów więcej niż stawki opisywane na forach internetowych.

O naszym pierwszym miejscu będziemy mogli napisać coś jutro choć po ciemku wygląda na skromne, ale schludne. Nasze bungalowy mają dwa piętra, osobną łazienkę i stoją względnie blisko morza bowiem słyszymy jego szum. Przed domkami znajduje się również mały basen, który jak znam życie dziewczyny zaczną testować  z samego rana. Pola zauważyła również, że zaraz przy schodach na piętro naszego domku rośnie palma z kilkoma ogromnymi kokosami. A teraz już otoczeni moskitierami, wsłuchani w szum fal i miarowy stukot wiatraka, kładziemy się spać by jutro kontynuować naszą wyprawę.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s